Postaci żeńskie w larpach historycznych

Pojawia się czasem w rozmowach, tak wśród graczy, jak i graczek, teza, jakoby role męskie w larpach historycznych ze swej natury były znacznie bogatsze i ciekawsze. Jest to dość częsty błąd. Popełniany jednak niejednokrotnie również przez Mistrzów Gry. Czy faktycznie archetypy i wzorce zdatne do wykorzystania w larpach skupiać się muszą albo na rolach monotonnych i mniej ważnych? Albo wprost przeciwnie iść w kierunku postaci rzadkich, nietypowych lub stanowiących aberracje dla realiów? Bynajmniej.

Dłuższą chwilę zastanawiałem się jak ugryźć ten temat i im dłużej go trawiłem, tym bardziej docierało do mnie co mnie w nim irytuje. Ponieważ tak naprawdę to nie jest błąd. To obraza. Obraza sugerująca, że kobiety ówczesne były tak słabe i tak pozbawione praw, że nie miały możliwości osiągnięcia czegokolwiek.

Mogę wyciągnąć milion przykładów historycznych z różnych epok. Oczywiście nie z każdej, i nie w każdych realiach społeczno-politycznych, ale w ogromie ich. Zaczynając od Babilonu i starożytnego Egiptu, gdzie prawo propinacji alkoholu i prowadzenia gospód w dużej mierze znajdowało się w rękach kobiet, poprzez wszystkie wieki po powstanie współczesnego ruchu Emancypacyjnego.

Nie. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że stwierdzę nagle, iż kobiety miały równe, czy też raczej jednakie prawa z mężczyznami, że w wielu wypadkach ich sytuacja nie była z naszej dzisiejszej perspektywy dobra. Było by to błędne i ze wszech miar nieuprawnione. Ale nie jest to równakie ze stwierdzeniem braku takowych praw, czy braku przykładów czy dowodów funkcjonowania przypadków odmiennych.

Po pierwsze dla zasadności tekstu należy stwierdzić, że w znacznej większości przypadków kobieta podlegała ochronie prawa. Zwykle silnego i starannie precyzującego akcenty. Sytuacje negatywne czy wprost ignorowania istnienia tychże praw były zwykle kwestią tychże praw łamania.

Zastanówmy się więc pokrótce w jakich sytuacjach mówimy o ustawodawczym ograniczeniu praw kobiet. Zaznaczam tu, że skupię się na kwestii europejskiej, prawo zwyczajowe Azji, Afryki i plemion innych obszarów nie jest mi bowiem szerzej znane.

Przede wszystkim silne ograniczenie owej swobody praw widzimy w starożytnej Grecji i Rzymie, z którego w ramach prawa rzymskiego stanowiącego fundament przyszłych prawodawstw przedostało się do kolejnych systemów prawnych. Przy czym należy zastrzec, że mimo owego ograniczenia nie oznaczało to funkcjonowania zasady zerowej. Kobiety miały prawo uczyć się w szkołach filozoficznych, posiadać majątek (ale nie nabywać go!). Co więcej w społecznościach o silnych zobowiązaniach mężczyzn (wymagających ich udziału w rządzeniu, w radach czy silnie zmilitaryzowanych, jak Sparta) mimo formalnego postawienia niżej, to na kobiecie spoczywał obowiązek zawiadywania majątkiem, podejmowania decyzji. Nie były to sytuacje prawnie usankcjonowane, ale powszechne i zwyczajnie akceptowane jako naturalne.

W Europie ery post-rzymskiej pierwszym silnym akcentem, który ustanowił ład prawa rzymskiego stanowiło prawo salickie, spisane przez władcę Franków, Chlodwiga, w końcu V wieku. Odzwierciedla ono prawa plemienne, zakładało odpowiedzialność rodową, dziedziczenie wyłącznie przez mężczyzn i silny system patriarchalny. Z czasem, mimo pewnych ułagodzeń i modyfikacji wynikłych z zaniku systemu rodowego, rozrosło się ono swoim zasięgiem na większość Europy karolińskiej i dalej. Dla dokładności, dodać należy, że kobiety wyłączone były z dziedziczenia ziemi, nie majątku ruchomego. Elementy tego prawa wciąż wpisane są w istniejące monarchie Europejskie, stanowiło ono również fundament praw do czasu rewolucji francuskiej, a w wielu przypadkach nawet dłużej.

Czy oznaczało to, że role i archetypy kobiecie z tego okresu zupełnie spychają kobietę do roli ładnego tła? Nie. I nie mówię tu o ewenementach, specyficznych i niekoniecznie pasujących do wykorzystania w typach Joanny d’Arc, Elżbiety II czy carycy Katarzyny.

Mamy Annę Austriaczkę – królową i regentkę opisaną przez Dumasa, mamy Marię Medycejską – jej teściową, potężną monarchinię, a protektorkę pierwszych lat kariery legendarnego kardynała Richelieu. Melisande władała królestwem Jerozolimskim zapisując się w pamięci potomnych jako protektorka sztuk, potężna i wpływowa.

Dajmy spokój królowym. A szlachcianki? Spójrzmy na przykład frondy książąt. Jej twarzą byli Gaston, książe Orleanu, a zanim książęta de Condi, de Conti, w końcu potężny Tureniusz. Ale jej mózgiem? Kręgosłupem? Księżna de Montpensier, pani de Longueville, której skandaliczne życie było na ustach całego Paryża. W końcu madame de Rohan, słynna pani de Chevreuse. Żony drobnej arystokracji, szlachciców z prowincji tak samo jak greczynki i rzymianki zmuszone były brać zarząd w swe ręce czy otaczać włości opieką, podczas, gdy mąż zajmował się sprawami świata i rodu. Tak – nie znajdujemy wielkich opisów tego, nie znajdujemy pieśni czy sag.

Nikt nie opisuje w niegdysiejszych kronikach gospodarczej roli opatek, szlachcianek, chłopek. Nikt nie znajdzie poza księgami cechowymi napomknień o codziennych pracach i prawach mieszczek, zrzeszonych w organach samorządu cechowego. Któż poza naukowymi opracowaniami opowie o równouprawnieniu kobiet w silnie zurbanizowanej średniowiecznej Flandrii? Któż poza literaturoznawcą zna teksty Krystyny z Pizy, wytykające wprost w popularnych drukach mizantropie wielu mężczyzn? Kto zna zapisy polskiego prawa zwyczajowego, które aż do ery oligarchii magnackiej upadku politycznego 2 poł. XVII wieku, utrzymywało silne równouprawnienie kobiet, na straży praw których stał aparat państwa? Nieliczni.  

Większość ludzi popełnia ten sam błąd. Analizuje sprawy z dzisiejszego, swojego punktu widzenia. Człowieka ery informacji. Ery cyfrowej. Człowieka, który zapomina, że w latach niegdysiejszych, gdy ograniczony był dostęp do zdolności pisania – nie mówiąc już o materiałach rękopiśmiennych, że w czasach, gdy przepływ informacji był wolny i niepewny, nie pisano o codzienności. Dlatego nie zachowały się opisy polskiej szkoły szabli. Możemy ją zaledwie rekonstruować, gdyż nikt nie zapisał tego, co uważano powszechnie za oczywiste. I to z owych oczywistości czerpać możemy materiał. Wystarczy się rozejrzeć.

Role żeńskie w larpach historycznych mogą być równie ciekawe, a na pewno świeższe czy mniej wyeksploatowane tematycznie. Co więcej dobrze zagrane uczynią odtworzony świat pełnym i realnym. A i mężczyznę-postać odciąży partnerka, tak jak robiła to przez stulecia. Albo utopi. to również potrafiły od eonów. Stworzenie tej sytuacji wymaga jednak świadomości i pracy. Tak od MG, którzy budując i przedstawiając setting zadbać muszą o komunikacje tejże rzeczywistości, jak i od graczy. Graczki muszą świadomie zdecydować w jaką stronę chcą zaprowadzić swą postać. A jeśli interesuje ich postać wbudowana, bardziej partnerska, bliższa świadomi realnemu – poznać ten świat choć trochę z realniejszych przedstawień. Wyjść poza sferę stereotypu. Gracz zaś musi świadom być świata. I pozwolić wspólgraczkom grać nim, pójść w realne jej możliwości. Wszyscy na tym skorzystają.

(Tekst pierwotnie opublikowany na Larp Poland)
Andrzej

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s